|
Bartosz Filip: PRÓBA FORMOWANIA
CHAOSU. IN MEMORIAM: JERZY KAWALEROWICZ
Swego czasu Tadeusz Konwicki tak charakteryzował styl pracy
reżyserskiej Jerzego Kawalerowicza:
„Przyjeżdżam kiedyś do Łodzi jako urzędnik filmowy,
w czasie, kiedy Jurek kręci Faraona. Jestem ciekaw, jak mu idzie,
więc wchodzę do hali. Stoi tam tłum kapłanów […]. Jurek mówi:
poproszę metr do przodu. Chwilę popatrzyłem, ale musiałem iść coś
załatwiać. Wracam po dobrych paru godzinach – w tym samym miejscu
stoi ten sam tłum […] a Jurek mówi: poproszę dwa metry do tyłu. Taka
postawa jest zabawna, choć – doprowadzona do karykatury – może być
szkodliwa. Ale nie w przypadku Jurka. Jego perfekcjonizm daje
gwarancje doskonałości.”
Twórcza wirtuozeria Kawalerowicza rodziła się wraz z
rozwojem powojennej kinematografii. Od legendarnego, krakowskiego
„Warsztatu Filmowego Młodych” z 1946 roku (umiejętności filmowych
nabierał tam równolegle Wojciech Jerzy Has), przez asystenturę
reżyserską przy pierwszej, zrealizowanej po wojnie produkcji
filmowej (Zakazane piosenki); socrealistyczny w duchu debiut
reżyserski Gromada (zrealizowany w 1951 roku wraz z Kazimierzem
Sumerskim), aż po zwiastujący filmową „odwilż” dyptyk Celuloza i Pod
gwiazdą frygijską, które do obrazy Andrzej Wajda uznał, obok swojego
Pokolenia, za symptomy narodzin nowego języka filmowego, czerpiącego
ze źródła włoskiego neorealizmu. Narodzinom „polskiej szkoły
filmowej” towarzyszył Kawalerowicz także od strony instytucjonalnej,
obejmując funkcję kierownika artystycznego najważniejszego w okresie
„szkoły polskiej” zespołu filmowego „Kadr”, którego produkcje miały
wkrótce zrewolucjonizować narodową kinematografię. Przyglądając się
nagradzanym osiągnięciom swoich kolegów (Kanał, Popiół i diament
Wajdy, Eroica Munka), szykował się twórca Celulozy do swojego
filmowego „desantu” arcydzieł, uzupełniającego i zarazem
poszerzającego wyznaczniki nurtu „polskiej szkoły filmowej”.
Analizując z perspektywy początku lat 60. polską
kinematografię, Konrad Eberhardt w swoim szkicu Sztuka myślącego
obrazu za główną dominantę, spajającą produkcje filmowe poprzednich
lat, uznawał zauważalny w ich strukturze prymat warstwy wizualnej.
Sposób organizacji ruchu wewnątrzkadrowego, gra tonacją
monochromatycznego obrazu, pieczołowita kompozycja kadru – te
wszystkie elementy ewokowały głębsze pokłady intelektualne dzieła
filmowego. Jeśli rozważyć konstruowaną przez Andre Bazina
dychotomię, rozróżniającą twórców wierzących w „obraz” oraz twórców
wierzących w „rzeczywistość”, twórcy „polskiej szkoły filmowej”
należeli bez wątpienia do pierwszej z tych grup. Zaznaczyć jednak
trzeba, że w przypadku twórczości Jerzego Kawalerowicza wiara w
„obraz” pełniła rolę służebną wobec zniuansowanej, wnikliwej
obserwacji otchłani ludzkiej egzystencji.
Reżyserska wirtuozeria Kawalerowicza po raz pierwszy
ujawniła się w Pociągu (1959). Używając konwencji dreszczowca w
duchu hitchcockowskim (uwięzieni w zamkniętej przestrzeni
bohaterowie skonfrontowani zostają z zagadką kryminalną – w tym
wypadku chodzi o podróżującego pociągiem mordercę. Powinowactwo z
mistrzem suspensu podkreśla obsadzenie w jednej z epizodycznych ról
aktora łudząco podobnego do samego Kawalerowicza), konstruuje
reżyser równolegle dramat psychologiczny. Pierwsze ujęcie filmu
skupia się na wypełniającym szczelnie ekran ludzkim „planktonie”,
przemieszczającym się chaotycznie w pędzie podróży. Zanurzając się
pomiędzy tłum, wyłapuje Kawalerowicz poszczególnych bohaterów
narracji, eksplorującej niewypowiedziane do końca traumy, drążące
podróżnych. Stan psychiczny uczestników podróży lokuje ich na
antypodach radości związanej ze zbliżającymi się, nadmorskimi
wakacjami. Fizyczny bezruch uwięzionych w pudle wagonu pasażerów
kontrastuje z maksymalnym napięciem psychicznym, eksplodującym
ostatecznie w scenie samosądu na ściganym pasażerze-mordercy.
Nieznośność emocjonalnych gier, toczonych przez współpasażerów
prowadzi do wybuchu nieuzasadnionej agresji, po którym pozostaje już
tylko pustka obnażonego chaosu egzystencji.
Linię analizy psychologicznej kontynuowała Matka
Joanna od aniołów (1961). Pozorne sacrum próby pogłębienia wiary
(ksiądz Suryn) sąsiaduje w tym filmie z „odgrywanym” przez matkę
Joannę profanum „heretyckiej” potrzeby uzyskania podmiotowości,
odartej z kostiumu zakonnego posłuszeństwa. Świat „odwróconych”
wartości, waloryzowanych plastycznie (często powtarzany motyw
odwróconego krzyża; spalony, „pokutny” stos; kolisty ruch,
symbolizujący uwięzienie w pozorach), zamknięty w obrębie
ascetycznego, „pustynnego” pejzażu, nie daje możliwości na
osiągnięcie duchowego constansu – obłęd księdza Suryna sąsiadujący z
obrazem płaczącej matki Joanny nie pozostawia złudzeń. Niemy dzwon
może zaprowadzić ziemskich pielgrzymów jedynie w pustkę.
W połowie lat 60. współtworzył Kawalerowicz, obok
Wajdy i Hasa, nurt „anty-widowiskowego” filmu kostiumowego.
Nominowany do Oscara Faraon (1966) uniwersalizował polityczną
rzeczywistość walki o władzę w starożytnym Egipcie. Pozornie
ascetyczny formalnie film (brak próżnych, efektownych fajerwerków
rekompensuje głęboko przemyślana, mistrzowska forma) zagłębiał się w
świat „owadów”, zamieszkujących spaloną słońcem pustynię – zaraz po
pierwszym ujęciu dwóch walczących skarabeuszy następował fenomenalny
travelling, zanurzający widza w gąszcz owadów-żołnierzy, biorących
udział w manewrach wojskowych. Zaraz potem na ekranie ukazywał się
następca tronu – Ramzes XIII – porównanie osiągało swój kres. Boski
pretendent, jak skarabeusz z pierwszego ujęcia, toczył walkę o
sukcesję. Ale jakie szanse wobec potęgi palących promieni słońca ma
insekt, toczący swoją kulkę nawozu przez spękane piekło pustyni?
Mechanizmy sprawowania władzy i „boskie” tajemnice miażdżyły
niedoświadczonego młokosa.
Pozornie ascetyczne, a w rzeczywistości
monumentalne, jeśli chodzi o precyzję użytych środków formalnych,
dzieła Kawalerowicza prezentowały niepokojąco pesymistyczną wizję
wszechświata, w której dominowały kulturowe i społeczne kostiumy,
role i gry. Doskonała formalnie organizacja materiału filmowego
odkrywała równocześnie przed widzem chaos otaczającego go świata, w
którym wielkość sąsiaduje z perspektywą upadku (Faraon), Szacunek z
opluciem (Śmierć prezydenta) a jednostka nie może znaleźć złotego
środka w przestrzeni pomiędzy pragnieniem zbawienia a perspektywą
wiecznego potępienia (Matka Joanna od aniołów). Jak w zakończeniach
jego arcydzieł (wyludnione wagony Pociągu, niemy dzwon w Matce
Joannie…, czarna otchłań w Faraonie), w zetknięciu z ludzką
tajemnicą pozostawała jedynie pustka. W zakończeniu Faraona
czekający na Ramzesa sprzymierzeńcy wpatrują się niecierpliwie w
czerń pałacowego korytarza. Nie wiedzą, że przywódca ich osierocił.
>>powrót do strefy stymulacji
|