|
Piotr Kurpiewski : KINO I CAŁA RESZTA
8. MFF „Era Nowe Horyzonty” Wrocław
„Ósma edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego „Era
Nowe Horyzonty” rozpoczęła się 17 lipca 2008 we wrocławskim
Teatrze Muzycznym „Capitol”. Na uroczystym otwarciu
festiwalu pokazano najnowszy film Jerzego Skolimowskiego Cztery
noce z Anną. W pokazie wziął udział reżyse (sprecjalnie na tę
okoliczność musiał się postarać o przepustkę ze szpitala, co podkreślał
w przemówieniu przed projekcją),
główny organizator festiwalu – Roman Gutek, prezydent Wrocławia Rafał
Dutkiewicz, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski,
dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz, Ambasador
Nowej Zelandii Penelope Ridings, Ambasador Grecji Pantelis Carcabassis.
Na tegorocznym festiwalu odbyły się trzy konkursy – „Konkurs Nowe
Horyzonty”, który obejmował 18 filmów z całego świata;„Konkurs –
nowe filmy polskie”obejmujący 14 tytułów oraz „Konkurs – polskie
filmy krótkometrażowe”.
Podczas festiwalu zaprezentowano „Panoramę kina współczesnego”– cykl
przedstawiający najnowsze dokonania światowej sztuki filmowej. Organizatorzy
tegorocznej edycji Nowych Horyzontów postanowili zapoznać widzów z osiągnięciami
kinematografii dwóch odległych państw – Brazylii i Nowej Zelandii.
Jak co roku odbyły się także retrospektywy twórców – w 2008 r. bohaterami
byli: Theo Angelopoulos, Terence Davies oraz Andrzej Żuławski.
Pokazano również w ramach imprezy trzy cykle wspomnieniowe – twórczość Witolda Leszczyńskiego,
Piotra Łazarkiewicza i Katarzyny Maciejko-Kowalczyk. Z okazji 60-lecia polskiej
animacji przedstawiono dokonania dwojga reżyserów – Aliny Skiby i Ola Sroczyńskiego
oraz pokazano cykl pt. „TVP Kultura animuje”.
Ponadto odbyły się również pokazy filmów, które święciły triumfy w ubiegłorocznej
edycji festiwalu; plenerowe projekcje na Rynku wrocławskim oraz cykle filmów
muzycznych, krótkometrażowych,
kina niemego, dokumentu.
Niezwykle bogatej ofercie filmowej towarzyszył szereg różnych imprez – koncertów,
spektakli muzycznych, przedstawień. W późnych godzinach wieczornych w Klubie
Festiwalowym „Arsenał”miały miejsce koncerty wykonawców z różnych
stron świata – m.in. Brazylii, Islandii, Japonii czy Nowej Zelandii – które były swoistym
uzupełnieniem ekranowych wizerunków kinematograficznych.
Do ciekawszych wydarzeń muzycznych należała prapremiera opery filmowej Csoma węgierskiego twórcy Tibora
Szemzo. W tym nowatorskim projekcie multimedialnym aktorzy występujący na scenie grali
swoje role synchronicznie z wyświetlanym filmem. Rolę narratora pełniła Krystyna
Janda. Oferta festiwalowa była bogata – w czasie trwania „Nowych Horyzontów”miało
miejsce około 600 projekcji filmowych. Każdy z widzów był niejako zmuszony do
zastosowania indywidualnego klucza wyboru, ponieważ jedna osoba była w stanie
zobaczyć niecałe 10% całości. Największą popularnością tegorocznej edycji cieszyła się retrospektywa Terence’a
Daviesa. Na filmy brytyjskiego reżysera ustawiały się w kinie „Helios” tłumy
widzów, niestety często okazywało się, że na darmo, z racji ograniczonej liczby
miejsc. Było to w zasadzie jedyne niedociągnięcie ze strony organizatorów – nie
zmieniano sal na większe przy następnej projekcji popularnego tytułu. Podobne
sytuacje zdarzały się przy okazji wyświetlania niektórych filmów brazylijskich
i nowozelandzkich.
Na festiwalu miały miejsce również pokazy pod znamiennym tytułem „Nocne szaleństwo:
Dario Argento”. Odbywały się one w starym kinie „Warszawa”o
godzinie 22:00. Nocne projekcje włoskiego specjalisty od horrorów (niektórzy
nazywają Argento „Włoskim Hitchcockiem”) przyciągały stałą dużą publiczność,
a atmosfera podczas seansów była niesamowita. Widzowie niezwykle żywiołowo reagowali
na filmy takie jak: Ptak o kryształowym upierzeniu, czy Kot o dziewięciu ogonach.
Każdego dnia festiwalu miały miejsce konferencje prasowe i spotkania z twórcami
filmowymi. Nie sposób wymienić wszystkich gości Nowych Horyzontów, jednak do
najważniejszych należeli: Jerzy Skolimowski, Theo Angelopoulos, Terence Davies,
Andrzej Żuławski, Krzysztof Zanussi, Olo Sroczyński, Robert Gliński, Andrzej
Jakimowski.
Z ciekawszych tytułów filmowych można wspomnieć o kilku pozycjach.
Delta węgierskiego reżysera Kornela Mundruczo to subtelna opowieść o miłości
i odrzuceniu przez wiejską społeczność. Narracja filmu płynie bardzo wolno i
niespiesznie. Twórca stara się przemawiać za pomocą głęboko wystylizowanego obrazu,
dialogi ograniczając do niezbędnego minimum.
Głównym bohaterem Delty jest młody mężczyzna Mihail, który wraca po wielu latach
do rodzinnej małej miejscowości. W jego domu dużo się zmieniło – po śmierci
ojca matka zamieszkała z innym mężczyzną, który okaże się w niedługim czasie
największym wrogiem Mihaila. Bohater poznaje również swoją siostrę, o której
istnieniu wcześniej nie wiedział. Młoda kobieta jest zafascynowana bratem i postanawia
pomóc mu w budowie domu na wyspie należącej do jego ojca. Pomiędzy rodzeństwem
zaczyna rodzić się uczucie, które nie ma szans na akceptację reszty społeczności.
Bohaterowie próbują żyć normalnie, jednak ich miłość jest z góry skazana na klęskę.
Film Mundruczo można odczytać jako przypowieść o niezrozumieniu i braku zgody
na inność. Kazirodcza miłość jest tu jedynie pretekstem do pokazania, że tolerancja
to pusty frazes.
Pod względem formalnym na uwagę w Delcie szczególnie zasługują
niezwykle dopracowane zdjęcia. Każdy kadr filmu jest przemyślany, ponieważ to
właśnie poprzez obraz reżyser chciał dotrzeć do widzów. W kilku scenach posłużył
się biblijną symboliką (kapitalna sekwencja jedzenia ryb i chleba na przyjęciu
organizowanym przez rodzeństwo), by jeszcze bardziej podkreślić paraboliczność
Delty.
Bardzo ciekawą propozycją były tureckie Trzy małpy w reżyserii Nuri Bilge Ceylana.
Podobnie jak Delta, film przedstawiał kameralną historię o rodzinie, w której
jedno wydarzenie zupełnie zniszczyło poukładane życie. Kamera z pietyzmem koncentrowała
się na bohaterach, pokazując emocje i wewnętrzne napięcie. Każdy niemal kadr
filmu był tak przemyślany, by uchwycić przejmujący ból bliskich sobie osób, które
straciły zdolność wzajemnej komunikacji. Głównymi bohaterami Trzech małp są członkowie
trzyosobowej rodziny – ojciec, matka i syn. Splot nieoczekiwanych wydarzeń
sprawia, że ojciec trafia na dziewięć miesięcy do więzienia. Jest niewinny – przyznaje
się do przestępstwa, które popełnił jego przełożony, aby uchronić go od kompromitacji.
Podczas pobytu w zakładzie karnym, żona bohatera zdradza go z jego szefem. Syn
jest milczącym obserwatorem zachodzących wydarzeń. Po powrocie mężczyzny z więzienia
rozpoczyna się właściwa akcja filmu – rodzinny dramat pełen niedomówień
i wzajemnych oskarżeń. Ojciec przeczuwa, że jest oszukiwany, jednak nie dostrzega
w czym tkwi problem. Nawet gdy już dowiaduje się prawdy zachowuje się specyficznie.
Nie chce, mimo całego bólu, widzieć tego co dzieje się wokół. Syn obserwuje rodziców,
jednak pozostaje bierny – nie stara się doprowadzić do porozumienia. Atmosfera
w domu przytłacza go, ale mimo to dusi w sobie uczucia. Prawie nie rozmawia z
domownikami. Matka natomiast nie chce słyszeć niewygodnych pytań. Również zamyka
się w sobie, szuka pocieszenia w ramionach kochanka. Gdy jednak dowiaduje się,
że romans też dobiegł końca – także nie chce tego przyjąć do wiadomości,
nie słyszy.
Ceylan odwołuje się w swym obrazie do japońskiego symbolu „trzech
mądrych małp”, z których jedna nie widzi zła, druga nie słyszy złych podszeptów,
a trzecia nie mówi o złych rzeczach. W taki właśnie sposób zachowują się bohaterowie
filmu – każdy z nich odzwierciedla jedną z małp. To w jaki sposób odnoszą
się do siebie członkowie rodziny powoduje, że nie są w stanie się porozumieć.
Miotają się jak w śmiertelnej gorączce. Niezwykła jest warstwa wizualna filmu
Ceylana. Dzięki długim ujęciom możemy obserwować narastające emocje bohaterów,
a poszczególne kadry są tak przemyślane, by z pozornie ascetycznego obrazu wydobyć
niesamowitą głębię.
Warto też wspomnieć o filmie o nieco mniejszym ciężarze gatunkowym, który jednak
należało zobaczyć. Obraz Brazylijczyka Marcelo Gomesa Kino, aspiryna i sępy,
utrzymany w konwencji kina drogi, w bardzo lekki sposób opowiadał o męskiej przyjaźni
i magii kina. Znakomitą kreację drugoplanową stworzył aktor grający postać Ranulpha – biednego
chłopaka obdarzonego ciętym językiem, któremu spełnia się największe marzenie
życia – zostaje właścicielem objazdowego kino-sklepu. Kino, aspiryna i
sępy to nie do końca wysmakowany film artystyczny, jednak opowieść podana jest
bardzo ciepło i subtelnie, co sprawia, że ogląda się ją z wielką przyjemnością.
Na koniec należałoby również napisać o projekcjach dwóch tytułów, które cieszyły
się chyba największą popularnością wśród festiwalowej publiczności, choć wielu
widzom nie udało się go ostatecznie obejrzeć. Każdy ma swoje kino – zbiór
trzyminutowych etiud trzydziestu pięciu wybitnych reżyserów z całego świata.
Był to swoisty hołd oddany magii kina przez najlepszych – m.in. braci Coen,
Romana Polańskiego, Wong Kar Waia, Kena Loacha, Wima Wendersa i wielu innych.
Zbiór filmów animowanych zatytułowany Strach(y) w ciemności to kolejny obraz,
na który ustawiały się kolejki na długo przed projekcją. W projekt zaangażowali
się najwięksi graficy i twórcy komiksów – m.in. Charles Burns i Lorenzo
Mattotti.
Tegoroczna edycja Nowych Horyzontów, utrzymana na wysokim poziomie,
z pewnością mogła się podobać uczestnikom. Nie pozostaje nic innego, jak czekać
na kolejną, dziewiątą odsłonę w 2009 roku.
>>powrót do strefy stymulacji
|